Spektakl „Na razie jestem” wyjątkowo mnie zaczarował. Przez kilka pierwszych minut, na scenie działo się bardzo mało, praktycznie nic. Obserwować mogłam tylko biały materiał, rozciągający się po całej powierzchni sceny i ukrytą w nim postać. Światła przygasły i choć nie było nic widać -spektakl się zaczął. Wszyscy usłyszeli szum morza, przez ciemność przebijały się pasma światła. Nieco później światło ułożyło się w kratkę, która podróżowała po scenie. Proces wstępu przedstawienia okropnie się przedłużał. Pan siedzący za mną, nie mógł powstrzymać emocji i wzdychał głośno co jakiś czas. Ewidentnie zbyt dużo czasu zostało poświęcone na sam początek. Jednak mi to osobiście nie przeszkadzało, mogłabym powiedzieć, że wręcz coraz bardziej intrygowało. Myśląc, że spektakl okaże się czymś wielkim - nie myliłam się. Były chwile, kiedy chciałam się zirytować, ale zwyczajnie nie umiałam. Przez to, że mężczyzna wolno wykonywał swe ruchy, musiałam zacząć inaczej myśleć. Spojrzeć na to z innej strony. Tak też zrobiłam i starałam się dostrzec, każdy możliwy szczegół. W pewnej chwili zrozumiałam, że ten człowiek czuję się zagubiony. Nie bardzo wie, gdzie jest, co właściwie robi, ale starał się walczyć, odkrywając samego siebie. Bardzo często dotykał głową podłoża, co też daje wiele do myślenia. Na ogół leżał, lub siedział i starał się podnieść. Co mnie zaintrygowało, to niezwykły taniec aktora. Cała choreografia była odzwierciedleniem wielu emocji, zaczynając od dezorientacjii a kończąc na smutku..
Początkowi spektaklu towarzyszyła smutna muzyka, grana na pianinie. Mężczyzna był bohaterem tej historii. Światło rzucane było wyłącznie na niego, przez co musiałam skupić wzrok tylko na jego osobie. Jednak nie miałam też powodu, by oderwać wzrok od mężczyzny. Na scenie był sam, niczym rozbitek na wyspie. Zawijał się w materiał, niczym w swoje własne myśli i wykonywał wiele baletowych ruchów. Przez to, co mogłam zauważyć, postać była goła. Odziana jedynie w biały materiał od pasa w dół. Niesamowite było, kiedy nie zdolny iść na nogach - szedł na rękach. Pokazał tym, jaką moc ma nadzieja i, że warto w siebie wierzyć. Nie mógł, ale zdecydowanie chciał iść, więc szedł - na swój sposób. Mężczyzna w ten sposób mnie zaintrygował. Przy końcu historii, bohater położył się na plecach. Jego nogi już nie były owinięte materiałem, a przed zgromadzonymi ukazał się obraz. Mężczyzna było pokazany jak leży z innego punktu widzenia, dokładniej - z góry.
Koniec końców, światło zgasło, tym samym informując zgromadzonych, iż spektakl dobiegł końca. Jednak wszyscy czekali, wciąż siedzieli. Było zbyt ciemno, by dostrzec co właściwie się dzieję. Aż w końcu światło zapaliło się, po czym ponownie zgasło
Teatr tańca i Ruchu Rozbark to wyjątkowe miejsce. Przyjechałam tam, właściwie z zerową widzą na temat tego spektaklu i szczerze, jestem z tego powodu zadowolona. Aktor podjechał wózkiem bliżej widowni i, cóż... musiałam wstać. Wszyscy to zrobili, oklaskując wspaniałe przedstawienie w wykonaniu Marca Brew. Podsumowując, gdyby spektakl pojawił się po raz drugi w mojej okolicy, poszłabym z wielką chęcią.
tekst: Paulina Sałek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz